25 marca, 2025

Cartagena: zamek San Filipe de Barajas

28 lutego 2025. Idę znowu spacerkiem z naszego hotelu w Bocagrande (tego samego, w którym mieszkaliśmy po przylocie), mijam Starówkę, przechodzę skrajem Getsemani i po raz pierwszy otwiera mi się widok na kartahenski zamek na wzgórzu św. Łazarza:

 

Jeszcze kawałek i staję u jego podnóża:



 

Zamek zaczęto budować w 1536 roku, najstarsza jest jego najwyższa część, po czym systematycznie rozbudowywano go o kolejne bastiony przez następne dwieście lat. Osłaniał Kartagenę od strony lądu i zatoki - portu. Jest to największy zamek w Ameryce Południowej (największym zamkiem na świecie jest podobno Malbork).  Nazwę otrzymał na cześć hiszpańskiego króla Filipa IV.

Już z biletem idę od razu na samą górę:



i zaczynam od widoków. W stronę Starówki: wieże i kopuły kościoła św. Piotra Klawera i katedry (ponad blokami):



W stronę Bocagrande (po lewej zatoka, po prawej morze, daleko w głębi przeciwny brzeg zatoki):





 W stronę konwentu augustianów na wzgórzu La Popa (zbudowany na początku XVII wieku):



 Kilka innych ciekawych obiektów na zamku i w okolicy:








Poszczególne bastiony były połączone podziemnymi korytarzami (cały labirynt w pionie i poziomie) - wejście do jednego z nich:

"Fałszywe mosty" łączyły horyzontalnie bastiony; można je było łatwo usunąć odcinając zdobyty przez wroga bastion od broniącej się reszty zamku:




Jeszcze na koniec kilka dalszych szczegółów hiszpańskiej architektury wojennej XVI - XVII wieków:












Wracam na piechotę :)

15 marca, 2025

Cartagena: Getsemani, czyli dzielnica niewolników

23 lutego 2025. Kontynuuję spacer po starej części Cartageny i kieruję się do dzielnicy nazywanej Getsemani. Była to kiedyś dzielnica czarnych niewolników, którym nie wolno było pozostawać na noc w "białym" mieście (obawiano się nocnego buntu). Obie te części leżały zresztą kiedyś na dwu wyspach (każda miała swoją), jak wynika z mapy, którą widziałem na zamku. Później Getsemani było dzielnicą "klasy pracującej" jak to określa przewodnik Lonely Planet (może to się odnosić też do jej początków) i podobno bardzo niebezpieczną. Obecnie to dzielnica artystów, bogato udekorowana, pełna knajpek i muralów:





  

Centralny plac Trynidad z kościołem i buntowniczym pomnikiem (teologii wyzwolenia?):



I jeszcze więcej udekorowanych uliczek i murali:






Nic dziwnego, że dałem się skusić i zjadłem tu lunch :)