Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chile. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chile. Pokaż wszystkie posty

09 czerwca, 2019

Tatry nad Santiago

Sobota, 1 czerwca. Właściwie to piszę ten blog tylko po to, aby pokazać zdjęcia gór ciągnących się wzdłuż lotniska w Santiago de Chile. Nie mogłem znaleźć nazwy tych gór, ale są widoczne na zdjęciach w Google maps. To są zresztą dla nich pieski, bo zaraz na wschód od Santiago (lotnisko jest po zachodniej stronie miasta), w Kordylierze Andyjskiej, stoją sześciotysięczniki. Widoki z lotniska zupełnie tatrzańskie, a więc miłe sercu, wysokość tych "górek" też wydaje się tatrzańska:
 


Quite like the Tatra mountains, but close to the Santiago airport
I takie było zakończenie moich reporterskich obowiązków w tej podróży. W samolocie siedziałem na samym środku i już nic nie widziałem.

02 czerwca, 2019

Altiplano i Atacama z powietrza

Piątek, 31 maja. Zdecydowana niechęć do jedzenia, ale miejsce w samolocie La Paz - Santiago de Chile mam przy oknie. Od razu czuję się lepiej. zaraz po starcie widok na El Alto, czyli jakby dzielnicę La Paz położoną na Altiplano, ale administrowaną jako oddzielne miasto (to tu znajduje się lotnisko):
El Alto, La Paz in the smoggy hole, and white mountains
Altiplano w pobliżu La Paz jest tak zwanym przez nas "użytkiem rolnym":
Agriculture on Altiplano
Powoli jednak teren się zmienia:
Altiplano turns to desert
Pojawiają się pierwsze, jeszcze małe, wulkany:
First, quite low, volanoes
Potem trochę większe wulkany:
More volcanos
Po drodze przelatujemy nad słynnymi "salinas" czyli wielkimi powierzchniami pokrytymi solą lub, zwłaszcza w porze deszczowej, słonymi jeziorami:
Salinas surrounded by volcanos, Andean Cordillera in the background
Wulkany potrafią być kolorowe:
Colorful volcanos
Na co wyższych wulkanach pojawia się śnieg:
Snowcaped volcano
Dużo tu kopalni, jesteśmy już blisko pustynnej Atacamy, bogatej w miedź i inne smakowite metale:
Mines in the desert
Wlatujemy powoli nad Atacamę:
Atacama desert
Snowy volcano, lava field and Cordillera in the background
Pojawia sie miejscami trochę więcej śniegu:
Winter is coming!
A w końcu też chmury:
And clouds
Chmury wkrótce zakryły wszystko. Dopiero przed lądowaniem pokazało się znowu trochę ziemi, ale to było już Chile i jak widać zupełnie inny klimat:
Close to Santiago de Chile the landscape is different
Rozpocząłem ten wpis w sobotę koło południa przy chai tea latte koło Starbucksa w Santiago de Chile a kończę w identycznych warunkach w niedzielę przed południem na londyńskim Heathrow. W Santiago wyspałem się jak mops, co nie pozwoliło mi nawet zmrużyć oka w czasie lotu. Obejrzałem za to już prawie wszystkie filmy Disneya z ostatnich kilku lat. Apetyt jeszcze nie wrócił.

27 maja, 2019

Na Altiplano

Sobota, 25 maja. Autobus marki Marco Polo należący do firmy Nordic Buss odjeżdża punktualnie, po drodze w każdej miejscowości zabiera pasażerów chcących się dostać do Boliwii, a w Boliwii z kolei ich wysadza poczynając od dwu Indianek Aymara z dziećmi (jedno noszone na plecach) i wielkimi tobołami, które wysiadły w szczerym pustkowiu (bo trudno to było nazwać polem). Rano jest mglisto, szczyty wzgórz w chmurach, ale powoli nabieramy wysokości i przebijamy się ponad chmury. Jedziemy w bardzo suchym terenie, na przykład:
Dry landscape of  Precordillera
Wspinamy się na graniczną przełęcz Tambo Quemado (4460 m), nad którą góruje wulkan Parinacota (6350 m):
Volcan Parinacota at the Chile - Bolivia border
W okolicy jest zresztą więcej wulkanów, pojawia się też woda - jesteśmy już na Altiplano:
More volcanos and water
Droga prowadzi początkowo na wschód, ale na Altiplano, od miasta Patacamaya:
Patacamaya, the biggest city on our way
zmienia kierunek na północny i jedziemy teraz wzdłuż Sierry, głównego grzbietu (na długich odcinkach: grani) andyjskiego, pokazują się jej szczyty:
Peaks of Andean Sierra
Pojawiają się też, jak widać na powyższych zdjęciach, pola uprawne (na części z nich resztki po zbiorach, inne już zaorane), bydło, domy - wysokie góry stymulują opady. W końcu zjeżdżamy do La Paz, które położone jest w kotlinie, a właściwie dolinie rzeki:
The center of La Paz is in the valley, but the city climbs up all slopes
Widok z mojego okna:
View from my window in the hotel

A pod oknem handel uliczny:
Street business everywhere, this is just under my window
Wysokość jest tu spora (chociaż brakuje trochę do 4000 m), więc zadyszkę mam niezłą. Tutejsza recepta na chorobę wysokościową dla nowoprzybyłych brzmi: chodź wolno, nie pij napojów pobudzających ani alkoholu, śpij sam. Staram się jak mogę, zresztą pod górkę i tak nie dam rady przyspieszyć.

25 maja, 2019

Arica: geoglify i mumie

Czwartek i piątek, 23 i 24 maja. Niestety w Santiago po emocjach muzealnych nie zmrużyłem  w nocy oka (zmiana czasu? zdenerwowanie wczesną pobudką) i potem odrabiałem sen w samolocie i w hotelu w Arice. Po południu spacerowałem po mieście, ale byłem trochę skołowany. Na szczęście kolejną noc przespałem bez problemów i w piątek pojechałem na objazd okolicy, co zabrało siedem godzin i nieźle mnie kosztowało. Arica słynie z kilku rzeczy, ale chyba najbardziej znane są mumie kultury nazywanej Chinchoro łowców-zbieraczy, żyjących tu nad brzegiem oceanu. Mumifikowali wszystkich swoich zmarłych, nawet dzieci nienarodzone, a zaczęli to robić dwa tysiące lat przed Egipcjanami. Techniki były oczywiście mniej wyszukane, a i przyroda sprzyjała naturalnej mumifikacji.  Mumie można teraz obejrzeć w muzeach, są też w Santiago de Chile. Druga atrakcja, dla mnie najważniejszą, to geoglify układane z kamieni na zboczach wzgórz i mające znaczenie religijne (najprawdopodobniej). Geoglify miały powstać znacznie później, gdzieś od połowy naszego pierwszego tysiąclecia do przybycia Hiszpanów. Poza tym tumulusy (kopce grobowe) i tolosy, czyli studnie do przechowywania żywności, też z tego samego okresu. Tu też znaleziono jedne z najstarszych szczątków ludzkich w Ameryce, datowane na 11 tysiąclecie przed Chrystusem. Z daleka dawało się zobaczyć trzy wysokie wulkany, wystające nad tzw. Altiplano, gdzie jutro jadę, a konkretnie do La Paz (Boliwia). Autobus mam o siódmej rano, więc znowu muszę wcześnie wstać. Podróż ma zająć dziewięć i pół godziny. Jak już się może domyślacie, wstawienie zdjęć i rozszerzenie informacji zostawiłem sobie na później.
No więc zdjęcia. Na początek wycieczki nadbrzeżne klify:
jaskinie (wszyscy musimy chodzić w kaskach, bo z klifów sypią się kamienie):
a na ścianach malunki z przed tysięcy lat przypisywane kulturze Chinchorro:


A potem geoglify na pustynnych stokach wzgórz w dolinie Azapa:
Na zbliżeniach widać jak te geoglify układano (to są skalne a nie piaszczyste zbocza):
 

Tańczący?:
A teraz Święte Wzgórze:
 

Geoglify są datowane niezbyt precyzyjnie: czasy Tiwanaku i Inków. Na pewno pełniły rolę kultową. Na wielkim cmentarzu pod Świętym Wzgórzem wszystkie ciała były zwrócone głową w stronę geoglifów. W pobliżu kurhany grobowe (tak, to te pagórki w środku olbrzymiej plantacji ocienionej wielkimi płachtami):

W tej dolinie znajduje się również muzeum z mumiami Chinchorro (na twarzach mają kamienne maski):
Przejeżdżamy górą do sąsiedniej doliny przez fragment pustyni Atacama; tak wygląda z bliska:
I zjazd do doliny Lluta, którą jutro będę jechał do Boliwii:
A w dolinie zabytkowy kościół z XVI wieku pod wezwaniem św. Hieronima:
i cmentarz:
oraz kolejne geoglify, w tym tzw. giganci z Lluta:
 

A na dnie doliny kurhany grobowe:
i jamy do przechowywania żywności, prawdopodobnie "lodówki" z czasów inkaskich:
Na pożegnanie widok na Arica z przeciwnej strony zatoki: