Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Belize. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Belize. Pokaż wszystkie posty

29 lutego, 2024

Z Cancun do Warszawy

29 lutego 2024. Chyba pierwszy raz ta rzadka data pojawia się na tym blogu. I po raz pierwszy na tym wyjeździe mam czas zaparzyć sobie herbatę. Mniam, mniam... Można było dłużej pospać.. Czekamy na popołudniowy samolot do Warszawy. Nie skorzystałem z oferty wycieczki "fakultatywnej" na tutejszą rafę - chyba byłoby to za męczące przed długim, podobno dziewięciogodzinnym, lotem, a poza tym jestem dalej zniesmaczony stanem rafy w Belize (podobno są też dobre kawałki). Dużo pozostaje mi do uzupełnienia: miasta kolonialne Campeche i Merida, wspaniały Uxmal i też wspaniała, ale bardzo zatłoczona, Chichen Itza. I oczywiście wcześniejsze zaległości, ale to już w domu. Na pożegnanie (moje) z tropikami i Majami dwie fotki: wschód słońca z mojego balkonu w Mieście Belize:

I tak musiałem wstać przed wschodem :) Na pierwszym planie końcówka mola.


   

26 lutego, 2024

Xibalba: wejście do podziemnego świata Majów. San Ignacio

25 luty 2024. Z hotelu jedziemy busikami (po drodze przekraczanie w bród potoku) do doliny Barton Creek, gdzie znajduje się ujście podziemnej rzeki, które Majowie uznawali za wejście do świata swoich podziemnych bogów, Xibalba:

Wpływamy do jaskini na małych kanu, po dwie - trzy osoby, pierwszy ma na kasku czołówkę, ostatni wiosłuje. Spełniam swoje dwudziestoletnie marzenie i wiosłuję (jednym wiosłem, oczywiście). W środku ciemności nieco tylko rozpraszane przez nasze latarki; nie robię zdjęć bo muszę uważać w krętym korytarzu z przewężeniami. Jedne kanu przewraca się w jaskini, jego załoga musi płynąć do wyjścia, bo nie ma tam jak wejść z powrotem do łódki. Ale woda ciepła i słońce tropikalne, więc szybko wysychają:


Łódka została w jaskini, wkrótce wyciągną ją nasi lokalni przewodnicy.

Wróćmy jeszcze do poranku. W hotelu na wzgórzu w San Ignacio mam narożny pokój i balkon na dwie strony świata. I tak muszę wstać przed wschodem słońca, więc zaczynam od pstrykania:







A i księżyc w pełni też się pokazał na zachodzie (szukaj powyżej).

Po wizycie w jaskinie musimy trochę czekać na transport busikiem, bo odjeżdżający wcześniej kierowca zabrał z sobą klucze do naszego pojazdu, więc odrobina górskiej selwy:



Zawalony most. Potoki przejeżdżamy w bród; przy wysokim stanie wody do jaskini jest inna droga, ale dłuzsza.

Granicę z Gwatemalą przekraczamy sprawnie dzięki wcześniejszym przygotowaniom naszych przewodników, zmieniamy przy okazji autobus i po dwu godzinach jazdy stajemy na nocleg na wyspie Flores. Jutro czeka nas Tikal, jedno z największych i najważniejszych miast Majów, a potem długa jazda do Palenque w Meksyku. Wychodzimy z hotelu o 04:30. Dobranoc.

25 lutego, 2024

Caye Caulker: snorkowanie. Miasto Belize

24 lutego 2023. Kolejna tragedia: w czasie snorkowania otworzyła mi się klapa kieszeni na baterię i kartę w aparacie do zdjęć podwodnych. Nici z tych zdjęć. Ale i rafa do niczego - prawie martwa. Niewiele korali, niewiele rybek. Za to w innym miejscu pływaliśmy z rekinami (małe, brązowe) i płaszczkami (niektóre olbrzymie) zwabionymi wrzucanymi z naszego stateczku (kilka innych robiło to samo) rybkami.

Po południu krótki spacer po centrum Miasta Belize i przejazd do miasta San Ignacio, już blisko granicy z Gwatemalą, na nocleg. Pogodny dzień, miły odpoczynek na Karaibach.

Po wyprawie na Caye Caulkner pozostało mi tylko kilka zdjęć ornitologicznych:



Chyba pelikan, a te duże ptaki z jaskółczymi ogonami nad naszym stateczkiem?

Tutejsze wysepki (cayes) wzdłuż wybrzeża bardzo pasowały angielskim korsarzom grasującym na Morzu Karaibskim do ukrywania się przed poszukującymi ich Hiszpanami. Potem zauważono w selwie drzewa mahoniowe, które wycinano i spławiano rzeką na wybrzeże, skąd transportowano je statkami do Europy. Po kilku potyczkach z Hiszpanami Anglicy zajęli ten teren dla swojego króla. Tak powstał Honduras Brytyjski, który po uzyskaniu niepodległości w 1981 roku przybrał nazwę Belize. Jeszcze wcześniej, w 1961 roku, huragan zniszczył większość Miasta Belize i stolicę przeniesiono w głąb lądu do Belmopan (do dziś). Odbudowano jednak co ważniejsze angielskie budynki kolonialne. Kilka próbek:








Ciekawe są te łodzie rybackie u ujścia rzeki, którą spływał mahoń (dalej wycinany): na ich pokładach piętrzą się małe kanu. Po wypłynięciu na morze te jednoosobowe łódki są spuszczane na wodę i każdy załogant łowi samotnie (na wędkę?).

A te olbrzymie budynki na wyspie naprzeciw miasta?:

 

To przystań dla wielkich promów pasażerskich krążących po Morzu Karaibskim z wysadzaniem pasażerów w co ciekawszych miejscach na kilka godzin. Teraz muszą zatrzymywać się ok. sześciu mil od brzegu i turyści przesiadają się na mniejsze statki. Budowany terminal pasażerski (na zdjęciu) ma być połączony szosą (most, grobla?) z Miastem Belize.   

24 lutego, 2024

Lamanai

23 lutego 2023. Katastrofa: zapomniałem przewodu do ściągania zdjęć z jednego z moich aparatów fotograficznych na komputer - każdy aparat potrzebuje innego przewodu :) Będę musiał uzupełnić zdjęcia po powrocie, a zresztą i tak nie mam czasu na ich wprowadzanie na bloga. Dzień jak zaplanowano: wyjazd o 5 rano, a i tak spałem tylko cztery godziny... Trochę czasu zajęło pokonanie granicy meksykańsko - belizańskiej i zmiana autobusu meksykańskiego na belizański. Przejeżdżamy przez rejon zamieszkały przez mennonitów, ale ich samych nie widać. W Orange Walk przesiadamy się na dwie szybkie łodzie i rzeką New River płyniemy trochę ponad godzinę do Lamanai, gdzie na dwie z trzech piramid można wejść - jest to ewenement, bo na ogół tego nie wolno, pozamykano nawet wejścia na wcześniej dostępne piramidy.

Lądujemy ostatecznie w Belize City, w świetnym hotelu, mam pokój z widokiem na Morze Karaibskie. Szkoda, że jutro musimy się wynieść przed ósmą rano, bo płyniemy na jedną z licznych tu wysepek (snorkeling, twierdzą, że jest tu druga co do długości rafa świata), a potem jedziemy w kierunku granicy gwatemalskiej, przy której, jeszcze w Belize, będziemy nocować.

Wróćmy jednak do Lamanai, dokąd płyniemy dwoma szybkimi łodziami, ostro biorącymi zakręty:

Wcześniej Orange Walk i jego największa turystyczna atrakcja - Clock Tower:

Lamanai jest jednym z najdłużej zamieszkanych ośrodków Majów: od 1500 przed Chrystusem do przełomy XVII i XVIII wieku naszej ery. Rozkwit od I wieku przed Chrystusem do XV wieku naszej ery. 

Światynia/Piramida Masek (można na nią wejść):



Maski są podobno pokryte ochronną warstwą z włókna szklanego.  

Świątynia Jaguara:


Małe boisko do gry w piłkę z największym znalezionym do tej pory pierścieniem do przerzucania piłki (leży na ziemi):

i Wysoka Świątynia:






ze wspaniałym widokiem na Lagunę Nowej Rzeki i okoliczną selwę (dżunglę). Wiele pomniejszych struktur, jak na przykład:


W drodze powrotnej mijamy krokodyla (Lamanai znaczy "zanurzony krokodyl"):

W Lamanai Hiszpanie w XVI wieku zbudowali na piramidzie kościół, spalony w czasie jednego z wielu powstań Majów. Drugi, znacznie większy kościół Majowie w czasie kolejnego powstania (1640 r) przerobili na własne miejsce kultu i wioska przy ruinach nazywa się teraz Indian Church. Można tam przenocować. Ale to wiem tylko z przewodnika po Belize.