Poniedziałek, 10 lutego. Zapowiadają silny wiatr i deszcz. Zmieniamy plan i jedziemy do Gerlitzen, jedynego ośrodka gdzie ma być sucho. Wyciąg krzesełkowy od tej strony góry Gerlitzen Gipfel, 1911 m npm, gdzie podjechaliśmy, jest czynny tylko do stacji przesiadkowej na górnej granicy lasu. Wyżej wieje, a szczyt jest w chmurach. Warunki śniegowe o dziwo dobre - na dole 10 C - śnieg jest dość miękki, mało jest zlodowaceń i można rozwijać duże prędkości, ale jest tylko jedna trasa ok. 2 km długa, różnica poziomów ok. 600-700 m. Powoli robi się tłok, zjeżdżają się grupy, które natknęły się na zamknięte wyciągi. Widok z przesiadkowej stacji wyciągu:
Widok z kanapy na górną część trasy:
Około 15-tej, jestem po drobnej przekąsce, otwierają górną część wyciągu. Jako jeden z nielicznych docieram na górę (odjazd autobusu o 16-tej), trasy są właściwie nietknięte nartą:
Wieje, ale głowy nie urywa, pokazuje się słońce:
Wyciągi z innych stron góry, też już czynne, a jakże, są kompletnie puste. A ze szczytu coś jednak widać:
Zjazd z powrotem wspaniały, to jeszcze dodatkowe 3 km, ale spadki w górnej części są łagodniejsze, więc bardziej "odpoczynkowe" niż stromizmy dolnej części.
Blog powstał jako próba wykręcenia się od powiadamiania rodziny i przyjaciół, że jeszcze żyję i co jest dookoła, w czasie dłuższych wyjazdów. Teraz każdy może sobie sam sprawdzić. Niestety szybko weszło mi to w krew. Piszę na gorąco, najlepiej jeszcze tego samego dnia, który opisuję. Samotne podróżowanie zostawia zwykle dwie - trzy wolne godziny na kopiowanie zdjęć i krótki komentarz. O ile szybkość internetu na to pozwala. Oprócz relacji z podróży, trochę ciekawostek, a obecnie wspomnienia.
10 lutego, 2020
09 lutego, 2020
Austria narty
7-8 lutego 2020. Wyjazd na narty zorganizowany przez rzeszowską firmę Primoris. Warszawiacy wyjechali 7 lutego, piątek, o godzinie 22-giej. Po drodze zbieraliśmy uczestników z innych miast. O świcie powitało nas przy austriacko-czeskiej granicy okrągłe słońce:
Przyjazd do Millstatt am See w Karyntii o godzinie 14-tej. Po rozpakowaniu się idę zwiedzać miasteczko, a szczególnie kościół parafialny pod wezwaniem Świętego Zbawiciela i Wszystkich Świętych, powstały razem z klasztorem jako opactwo benedyktyńskie w XI wieku, jeden z najciekawszych zabytków romańskich w Austrii. Przebudowano go potem w stylu gotyckim, obecne wyposażenie głównie barokowe, ale zachowało się wiele elementów romańskich, jak choćby piękny portal głównego wejścia:
i wspaniałe detale romańskiej kamieniarki:
W środku kościoła, na kolumnach odkryto romańskie freski:
Niestety zdjęcia robiłem pod wieczór w bardzo niekorzystnym świetle. Aż dziw, że tak nieźle wyszły. Opactwo warte więcej uwagi, może jeszcze do niego powrócę.
Niedziela, 9 lutego. O 8:30 wyjazd do ośrodka narciarskiego, Bad Kleinkirchheimer, pierwsze zjazdy i wspaniałe widoki na góry. Kilka przykładów:
Jeszcze coś o tym ośrodku narciarskim, widok od dolnej stacji gondoli na jej górną stację (daleko w tyle na tych białych górach):
Na pierwszym planie końcowa ścianka czerwonej trasy "Cesarskiej", 1000 m różnicy poziomów, 5,8 km długości od górnej stacji. Na zakończenie dnia zjechałem nią bez zatrzymanki, ale tak na ogół to się oszczędzałem, żeby nie przeszarżować na początek. Warunki trudne, bez dośnieżania nie dałoby rady jeździć. Na dole zresztą ani krztyny śniegu (co widać) poza trasą. Próbowałem też tutejszej kanapy i orczyka. Ludzi dużo bo to weekend, ale kolejki na dolnych stacjach posuwają się szybko. Odjazd do domu o 16-tej, kolacja/obiad o 18-tej. I jeszcze trzeba odpocząć, więc moje raporty będą krótkie.
Wyjazd jest typu "ski-safari", więc każdego dnia mamy jeździć w innym ośrodku (na innej górze, jak mawiają Amerykanie).
Przyjazd do Millstatt am See w Karyntii o godzinie 14-tej. Po rozpakowaniu się idę zwiedzać miasteczko, a szczególnie kościół parafialny pod wezwaniem Świętego Zbawiciela i Wszystkich Świętych, powstały razem z klasztorem jako opactwo benedyktyńskie w XI wieku, jeden z najciekawszych zabytków romańskich w Austrii. Przebudowano go potem w stylu gotyckim, obecne wyposażenie głównie barokowe, ale zachowało się wiele elementów romańskich, jak choćby piękny portal głównego wejścia:
i wspaniałe detale romańskiej kamieniarki:
W środku kościoła, na kolumnach odkryto romańskie freski:
Niestety zdjęcia robiłem pod wieczór w bardzo niekorzystnym świetle. Aż dziw, że tak nieźle wyszły. Opactwo warte więcej uwagi, może jeszcze do niego powrócę.
Niedziela, 9 lutego. O 8:30 wyjazd do ośrodka narciarskiego, Bad Kleinkirchheimer, pierwsze zjazdy i wspaniałe widoki na góry. Kilka przykładów:
Jeszcze coś o tym ośrodku narciarskim, widok od dolnej stacji gondoli na jej górną stację (daleko w tyle na tych białych górach):
Na pierwszym planie końcowa ścianka czerwonej trasy "Cesarskiej", 1000 m różnicy poziomów, 5,8 km długości od górnej stacji. Na zakończenie dnia zjechałem nią bez zatrzymanki, ale tak na ogół to się oszczędzałem, żeby nie przeszarżować na początek. Warunki trudne, bez dośnieżania nie dałoby rady jeździć. Na dole zresztą ani krztyny śniegu (co widać) poza trasą. Próbowałem też tutejszej kanapy i orczyka. Ludzi dużo bo to weekend, ale kolejki na dolnych stacjach posuwają się szybko. Odjazd do domu o 16-tej, kolacja/obiad o 18-tej. I jeszcze trzeba odpocząć, więc moje raporty będą krótkie.
Wyjazd jest typu "ski-safari", więc każdego dnia mamy jeździć w innym ośrodku (na innej górze, jak mawiają Amerykanie).
11 stycznia, 2020
Orszak Trzech Króli. Wielbłądy
a w szopce, pomimo chłodu Święta Rodzina:
czekająca na Trzech Króli (niestety trudno było się gdziekolwiek bliżej dopchać, więc zdjęcia są robione z daleka, ale wszystko jest na YouTubie). Przed szopką brama powitalna i roztańczone i rozśpiewane anioły:
Kto nie widział jeszcze anioła, warto się wybrać, zwłaszcza że były one dobrze wyposażone na nasz styczniowy klimat. Na Krakowskim czekamy na Króli:
Już są blisko:
Pierwszy Król - afrykański, jedzie na wielbłądzie:
Wielbłąd niezbyt wysoki, ale ma za to wspaniałe dwa garby, widać, że jest dobrze odżywiony i ufutrzony. I już zaraz chiński smok:
i azjatycki Król:
A na końcu:
z Królem bitnym:
I pomyśleć, że wspomniani w Ewangelii św. Łukasza magowie ze Wschodu to, według historyków, najprawdopodobniej rzeczywiście "magowie" czyli astrolodzy i kapłani perscy. Mogą być patronami zarówno wszystkich podróżujących jak i naukowców.
Było nie było, ktoś musi mieć oko na tych wszystkich króli w koronach i bez:
Nie zabrakło i warszawskiego "sky-line" pod szarym niebem:
Przyglądał się nam zadumany Dziadek:
a i Lech Kaczyński jakby chciał się dołączyć do pochodu, chociaż w tej marynarce nie było mu zbyt ciepło:
Żywy wielbłąd to niewątpliwie duża atrakcja na ulicach Warszawy, ale jak wspomniałem nie był on wysoki. Tak naprawdę z siodła na dromaderze patrzy się na świat z wysoka:
Odbyłem wielbłądzią przejażdżkę w Katarze w 2010 roku; siedzi znacznie wyżej nad powierzchnią ziemi niż na koniu. Wsiadanie i zsiadanie jest możliwe tylko gdy wielbłąd się położy:
Te wielbłądy czekały na turystów w miejscu, gdzie samochody jadące na pustynne safari miały spuszczane nieco powietrza z opon (przy powrocie trzeba opony z powrotem dopompować i przy okazji odnotować powrót). I spacerek na wielbłądzie i jazda samochodem po pustyni (zawsze jadą przynajmniej dwa samochody, naprawdę można się zakopać w piachu), są warte spróbowania. Przejechałem się jeszcze na dromaderze w Australii, gdzie importowe wielbłądy odegrały ważną rolę w zagospodarowaniu wnętrza tego kontynentu. Okazuje się, że na dromaderze można też jeździć w dwie osoby, mi przypadło akurat tylne siodło. Przy okazji mogliśmy odczuć na własnych pośladkach co się dzieje kiedy dromader biegnie... Niestety nie mam zdjęć z tego "event" (było wliczone w cenę wycieczki, patrz moje wpisy z lipca/sierpnia 2017).
31 grudnia, 2019
Koreańska prehistoria, dolmeny i petroglify
Grudzień 2019. Wystawa "Splendor i finezja. Duch i materia w sztuce Korei" w warszawskim Muzeum Narodowym, przygotowana przez Narodowe Muzeum Korei. Przyciągnęła mnie tam przede wszystkim informacja o zabytkach prehistorycznych, jeszcze z epoki kamienia łupanego, w tym o dolmenach, starożytnych grobach megalitycznych. Zawierająca te zabytki (też z epoki brązu) sala ma przypominać dolmen (jego wnętrze; przynajmniej w zamiarze twórców wystawy):
a na ścianie znajduje się rysunek jednego z koreańskich dolmenów:
Nazwa "dolmen" pochodzi z języka celtyckiego i oznacza płaski kamień, który nakrywał grób. A co z jest z koreańskiej prehistorii można znaleźć w tej sali? Przede wszystkim pięściaki, pierwsze ślady obróbki kamienia przez Homo:
datowane rozrzutnie na "700 000 do 8000 przed n.e.", a więc mogły pojawić się w Korei na długo przed ukształtowaniem się Homo sapiens (czy jak teraz niektórzy go nazywają Homo sapiens sapiens" w Afryce). Nieco późniejsze są różnego rodzaju ostrza:
ale datowanie podobne: to wszystko paleolit. A z neolitu (8000 - 1500 przed n.e.) ceramika, która pojawiła się na całym świecie właśnie w tym czasie:
I jeszcze nawiązanie do struktur megalitycznych, czyli zamknięcie Groty Seokguram (z wideo o jej konstrukcji):
Grota mieści olbrzymi posąg Buddy w niszy zbudowanej z kamiennych płyt, pochodzący z drugiej połowy VIII wieku po Chrystusie. Znajduje się w górach nad Wschodnim Morzem (inaczej Morzem Białym, lub, dla Japończyków, Japońskim), a pielgrzymuje się tam na wschód słońca (co kiedyś zrobiłem, choć nie aż tak wczesną porą). Budda miał ochraniać Koreę, a dokładniej Królestwo Silla, od złych duchów nadciągających ze Wschodu (czytaj: z Japonii). Grota wraz z pobliską świątynią Bulguksa znajduje się na liście światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Obecnie wejście do groty jest osłonięte drewnianym budynkiem.
Na Półwyspie Koreańskim znajduje się podobno 35 000, czyli ok. 40% zarejestrowanych na całym świecie dolmenów; może dlatego jest ich tu tak dużo, że są one młodsze, pochodzą z epoki brązu, niż dolmeny europejskie, powstałe w neolicie. Odwiedziłem kilka stanowisk koreańskich dolmenów w 2012 roku, nieco wspomnień z tej podróży:
To jeden z największych koreańskich dolmenów znajdujący się na wyspie Ganghwa w pobliżu Seulu (na tej wyspie znaleziono 150 dolmenów). Trzeba tu wspomnieć, że nad dolmenem zwykle sypano ziemny kurhan. Co ciekawe, istniejących jeszcze kurhanów, pochodzących już z czasów historycznych, w Korei się nie rozkopuje. Inne stanowiska dolmenów, też z okolic Seulu, mogą wyglądać tak:
Dla porównania współczesne groby:
W Korei właściwie nie ma cmentarzy, za to w górach co chwila można natknąć na takie kurhanki. Inna olbrzymia grupa dolmenów to Gochang w centralnej części półwyspu:
Skalne zabytki Korei to też płaskorzeźby Buddy na klifach, jak Dosolam w pobliżu świątyni Seonun, gdzie spędziłem trzy dni jako gość (zielone ubranko) uczestnicząc w codziennym życiu mnichów:
A jak już mowa o sztuce naskalnej, to jeszcze jedno ciekawe miejsce z prehistorycznymi petroglifami w pobliżu Ulsan (nad Morzem Wschodnim lub Białym), które odwiedziłem w 2016 roku:
Tak wygląda ta skała nad potokiem, poza barierkę już nie można wyjść. Jak widać (?) akurat padało i to dość mocno. Moje maksymalne zbliżenie rysunków dało:
Natomiast przy dobrym oświetleniu i prawdopodobnie z bliskiej odległości można nacieszyć się takimi petroglifami:
(zdjęcie z planszy znajdującej się przy stanowisku obserwacyjnym z barierką; replikę ściany można też obejrzeć w muzeum w Ulsan). Rysunki pochodzą z okresu 5000 - 1500 przed Chrystusem. Najciekawsze są wieloryby (kilka gatunków) i sceny polowań na nie - podobno technika właściwie była taka jak dzisiaj: harpun z liną, na jej drugim końcu jest przymocowana boja wskazująca miejsce, w którym wypłynie martwy wieloryb. Do czasu odkrycia tych petroglifów nie sądzono, że wielorybnictwo ma tak długą historię. Poza tym na skale można wypatrzeć inne zwierzęta morskie i lądowe, łodzie, sieci, sceny polowań, jak to zaznaczono na innej planszy:
Te bezcenne petroglify są obecnie zagrożone, przez kilka miesięcy w roku, w okresie wypełniania się sztucznego zbiornika utworzonego poniżej nich, znajdują się pod wodą.
a na ścianie znajduje się rysunek jednego z koreańskich dolmenów:
Nazwa "dolmen" pochodzi z języka celtyckiego i oznacza płaski kamień, który nakrywał grób. A co z jest z koreańskiej prehistorii można znaleźć w tej sali? Przede wszystkim pięściaki, pierwsze ślady obróbki kamienia przez Homo:
datowane rozrzutnie na "700 000 do 8000 przed n.e.", a więc mogły pojawić się w Korei na długo przed ukształtowaniem się Homo sapiens (czy jak teraz niektórzy go nazywają Homo sapiens sapiens" w Afryce). Nieco późniejsze są różnego rodzaju ostrza:
ale datowanie podobne: to wszystko paleolit. A z neolitu (8000 - 1500 przed n.e.) ceramika, która pojawiła się na całym świecie właśnie w tym czasie:
I jeszcze nawiązanie do struktur megalitycznych, czyli zamknięcie Groty Seokguram (z wideo o jej konstrukcji):
Grota mieści olbrzymi posąg Buddy w niszy zbudowanej z kamiennych płyt, pochodzący z drugiej połowy VIII wieku po Chrystusie. Znajduje się w górach nad Wschodnim Morzem (inaczej Morzem Białym, lub, dla Japończyków, Japońskim), a pielgrzymuje się tam na wschód słońca (co kiedyś zrobiłem, choć nie aż tak wczesną porą). Budda miał ochraniać Koreę, a dokładniej Królestwo Silla, od złych duchów nadciągających ze Wschodu (czytaj: z Japonii). Grota wraz z pobliską świątynią Bulguksa znajduje się na liście światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Obecnie wejście do groty jest osłonięte drewnianym budynkiem.
Na Półwyspie Koreańskim znajduje się podobno 35 000, czyli ok. 40% zarejestrowanych na całym świecie dolmenów; może dlatego jest ich tu tak dużo, że są one młodsze, pochodzą z epoki brązu, niż dolmeny europejskie, powstałe w neolicie. Odwiedziłem kilka stanowisk koreańskich dolmenów w 2012 roku, nieco wspomnień z tej podróży:
To jeden z największych koreańskich dolmenów znajdujący się na wyspie Ganghwa w pobliżu Seulu (na tej wyspie znaleziono 150 dolmenów). Trzeba tu wspomnieć, że nad dolmenem zwykle sypano ziemny kurhan. Co ciekawe, istniejących jeszcze kurhanów, pochodzących już z czasów historycznych, w Korei się nie rozkopuje. Inne stanowiska dolmenów, też z okolic Seulu, mogą wyglądać tak:
Dla porównania współczesne groby:
W Korei właściwie nie ma cmentarzy, za to w górach co chwila można natknąć na takie kurhanki. Inna olbrzymia grupa dolmenów to Gochang w centralnej części półwyspu:
Skalne zabytki Korei to też płaskorzeźby Buddy na klifach, jak Dosolam w pobliżu świątyni Seonun, gdzie spędziłem trzy dni jako gość (zielone ubranko) uczestnicząc w codziennym życiu mnichów:
A jak już mowa o sztuce naskalnej, to jeszcze jedno ciekawe miejsce z prehistorycznymi petroglifami w pobliżu Ulsan (nad Morzem Wschodnim lub Białym), które odwiedziłem w 2016 roku:
Tak wygląda ta skała nad potokiem, poza barierkę już nie można wyjść. Jak widać (?) akurat padało i to dość mocno. Moje maksymalne zbliżenie rysunków dało:
Natomiast przy dobrym oświetleniu i prawdopodobnie z bliskiej odległości można nacieszyć się takimi petroglifami:
(zdjęcie z planszy znajdującej się przy stanowisku obserwacyjnym z barierką; replikę ściany można też obejrzeć w muzeum w Ulsan). Rysunki pochodzą z okresu 5000 - 1500 przed Chrystusem. Najciekawsze są wieloryby (kilka gatunków) i sceny polowań na nie - podobno technika właściwie była taka jak dzisiaj: harpun z liną, na jej drugim końcu jest przymocowana boja wskazująca miejsce, w którym wypłynie martwy wieloryb. Do czasu odkrycia tych petroglifów nie sądzono, że wielorybnictwo ma tak długą historię. Poza tym na skale można wypatrzeć inne zwierzęta morskie i lądowe, łodzie, sieci, sceny polowań, jak to zaznaczono na innej planszy:
Te bezcenne petroglify są obecnie zagrożone, przez kilka miesięcy w roku, w okresie wypełniania się sztucznego zbiornika utworzonego poniżej nich, znajdują się pod wodą.
22 grudnia, 2019
Znowu ścięli drzewo na Polach Mokotowskich
Grudzień 2019. Znowu ścięli zdrowe drzewo na Polach Mokotowskich. A jak starannie zatarto ślady po pniu:
Zdrowe jak to dąb, stało na środku rozległej łąki. Dlaczego zostało tak cichaczem ścięte, czy to w ramach akcji usuwania innych pomnikowych dębów z Pól? Podobno są dla nas niebezpieczne... I chyba, według niektórych, bardziej niebezpieczne niż dwutlenek węgla. Szkoda tych drzew, tak bestialsko traktowanych.
Zdrowe jak to dąb, stało na środku rozległej łąki. Dlaczego zostało tak cichaczem ścięte, czy to w ramach akcji usuwania innych pomnikowych dębów z Pól? Podobno są dla nas niebezpieczne... I chyba, według niektórych, bardziej niebezpieczne niż dwutlenek węgla. Szkoda tych drzew, tak bestialsko traktowanych.
Subskrybuj:
Posty (Atom)