Listopad 2014. Wracając z Coba wstąpiliśmy do Tulum, przedkolumbijskiego portu na karaibskim wybrzeżu Jukatanu. Zamieszkałe od XIII wieku do czasu przybycia Hiszpanów i jeszcze przez kilkadziesiąt lat później, jest jednym z ostatnich miast zbudowanych przez Majów. Było ważnym ośrodkiem handlowym, między innymi punktem handlu jadeitem i obsydianem, sprowadzanymi z terenów obecnej Gwatemali (do 700 km w linii prostej od Tulum), gdzie łodzie mogły wpływać rzekami w głąb lądu. Wywożono z kolei produkty rolne i rzemieślnicze. Tulum było też ważnym ośrodkiem kultu "Zstępującego (lub Nurkującego) Boga", którego spotkaliśmy już w Coba. I rzeczywiście, port był podporządkowane najpierw Coba, a potem Chichen Itza (jeszcze je odwiedzimy).
Najbardziej charakterystycznym budynkiem jest El Castillo (Zamek) - piramida z dobrze zachowaną świątynią na szczycie:
El Castillo stoi nad dwunastometrowym klifem, tyłem do morza (być może służyło też jako latarnia morska):
Zaraz obok mała plaża w przerwie klifu (odpowiada jej przerwa w rafie koralowej), która stanowiła właściwy port:
W głębi, na początku kolejnego odcinka klifu, świątynia boga wiatru.
Obok El Castillo znajduje się mała świątynia nurkującego boga (widoczny nad wejściem):
Jest też kilka innych świątyń:
Niestety nigdzie nie wolno wchodzić... Ta pierwsza poniżej została nazwana Świątynią Fresków (ale nie można ich obejrzeć):
Całe miasto było otoczone murem, co jest nieczęsto spotykane w Ameryce Środkowej:
Mur widać w głębi w krzakach.
Tulum jest trzecim z najbardziej popularnych miejsc archeologicznych w Meksyku, po Teotihuacan i Chichen Itza; przewala się tu ponad 2 mln turystów rocznie. Niedaleko od ruin znajduje się plaża, która z kolei była w czasie naszych odwiedzin na liście dziesięciu najpiękniejszych plaż świata. Moi towarzysze pobiegli ją obejrzeć (wrócili rozczarowani), a ja włóczyłem się jeszcze po ruinach: