19 marca, 2020

Jednak się nie ruszyłem 2

Marzec 2020. Juliusz Słowacki. To jego tak nosiło po świecie. Mógłby być patronem tego blogu. Niedługo przed śmiercią pisał do matki: "Ja z mego podróżnego stanu i charakteru już wyjść nie mogę i tylko jako podróżny aż do śmierci być muszę." Może miał coś więcej na myśli, niż zwiedzanie i wdrapywanie się, coś, co św. Paweł wyraził słowami "... jak długo pozostajemy w ciele, jesteśmy pielgrzymami, z daleka od Pana." Słowacki nawrócił się w czasie pobytu w Palestynie i już do końca życia pozostał wierny Panu.
Jest też bardzo na czasie z innego względu: przebył kilkunastodniową kwarantannę (22.12.1836 - 02.01.1837) na granicy Egiptu i Palestyny; w Egipcie panowała cholera, ale nie wystraszyło to Słowackiego i jeszcze trójki innych Polaków, którzy wtedy tam podróżowali. W czasie kwarantanny usłyszał od lekarza historię Ojca zadżumionych. Warto wracać do tego poematu, wspaniałej egzemplifikacji poezji tragicznej (tylko co na to moje dictum powiedzą poloniści?).

Inne wrażenia Słowackiego w Egipcie? Popatrzmy - "Do Teofila Januszewskiego", fragment opisu Aleksandrii:

Chciałbym się teraz zbliżyć teleskopu szkiełkiem
Do brzegu — spoić z tęczą kolorów i zgiełkiem.

Tu przeszywany złotem, przetkany bławatem
Chce być człowiek, bawiącym oczy twoje kwiatem,
Nawet w ubiorach ludu taka rozmaitość,
Że cię wkrótce dusząca opanuje sytość,
I szukasz znużonemi oczyma błękitu,
Lecz próżno! — bo dom szczytem przyrasta do szczytu;

Bo ledwo się oglądniesz, zaraz ciebie horda
Oślarzy za złotego zwąchała milorda
I osiołkami drogę zwężoną przegradza -
Chwyta — piastuje — z ziemi podnosi - i sadza
Na szybkolotnym ośle, razów mu nie szczędzi,
Aż biegnąc, pod złotego orła cię zapędzi.
Szczęśliwy, kto tak gnany, pod rozsądek ścisły
Oczy podda i wszystkie razem zwiąże zmysły!
Nieszczęsny, kto na boczne bramy się ogląda!
Schyl głowy!... osioł wleciał pod juki wielbłąda -
Patrzysz... nad tobą arka tłómoków i skrzyni -
Rozbiłeś się na lądzie — a okręt pustyni
Popłynął.

               — I znów idzie całunem nakryta
Jakaś trumna, szeroka, czarna — to kobiéta!
Płaszczami rozszerzona na całą ulicę,
Z oczami błyszczącemi jako dwie gromnice
Przez dwa białe otwory, z jedwabiu szelestem
Biegnąca... zda się tobie, że pyta: kto jestem?

W łokciach ufaj, jak ryba pływająca w skrzelach.
Rozpychaj tłum — błękitny ustępuje felach.

Tu pilnująca głową równowagi dzbanka,
Wyprężona przy murach staje Egipcyanka,
Podobna karyatydzie w ścianę wmurowanej;
Jej koszula, posłuszna piersi z bronzu lanej,
Nad łonem się podnosi i na dół opada,
O każdy kształt jak wodna łamiąc się kaskada.

Tu europejski ubior, wielki równacz stanów,

Dalej żebrzące stado postaci bocianów
Goni za tobą, prośbą grzechoczącą klaszcze -
Czarne, wychudłe, w białe obwinięte płaszcze.
Ledwoś wyrobił w tłumie ulicowym szczerby,

Ledwoś dopadł do bramy: — przy bramie, jak herby,
Żywe wielblądy okiem przerastając kratę,
Wodą w skórzanych workach zamkniętą skrzydlate,
Stają ci się przed progiem domowym zagrodą,
Odstraszając sączącą się przez skóry wodą.

Nim się myślą o wiekach ubiegłych zasępię,
Bawi mię to, co widzę i słyszę na wstępie:
Dziś ludzi, kolorami rozkwiecone klomby -
Nim się myślą o wiekach ubiegłych zasępię,
Jutro ujrzę pomniki - trumny - katakomby -
Wszystko, co pozostało na tym piasku z wieków
Od Egipcyan przez Rzymian podbitych i Greków.

(pisownia oryginalna; rozbiłem ten wiersz na poszczególne scenki zlewające się w oryginale)

Może to lepsze od kilku zdjęć? A przynajmniej inne...

Wiersz-list do innego podróżnika po Egipcie - "List do Aleksandra H (Pisany na łódce Nilowej)":

Rozdzielił nas gościniec płynnego szafiru,
Ty w Tebach, ja dopiero wypływam z Kairu.
Spodziewałem się niegdyś, że miło nam będzie
Złączyć na Nilu skrzydła okrętów łabędzie,
Razem odwiedzać mumiów balsamiczne składy,
Razem oczy w nil owe rzucać wodospady,
I razem, jako dawniej, kończyć spór zacięty.
O cień Chrystusa z drzewa przez Woltera zdjęty.
Dziś próżno cię wyglądam i próżno mię czekasz;
Wiatrem, który mnie niesie za tobą, uciekasz;
A twój brak tak mi serce w podróży oziębia,
Żem przedsięwziął do ciebie pisać przez gołębia.
Nad leniwą więc myślą używając musu,
Już zapisałem listem listek papyrusu.
Kupcząca ludzkiem ciałem łódź, płynąca z Nubii,
Dostarczyła posłańca, co błękitem lubi
Nosić listy, wracając pod rodzinne palmy;
Tak więc piszmy do siebie; przeczytawszy - spalmy.

(Znam tę tęsknotę za bratnią duszą... Kiedy nie było blogów, pisywano listy, a że nie było też satelitów, posyłano je przez gołębie pocztowe. Na pewno były to zwyczaje bardziej romantyczne niż nasze.
Warto tu wspomnieć, ze Słowacki nie podróżował sam ale z Zenonem Brzozowskim, a adresat listu Henryk Hołyński ze swoim bratem Stefanem; cała trójka to młodzi, bogaci ziemianie z "kresów wschodnich". Słowacki wyraźnie lekceważył swojego towarzysza i nigdzie w poezji z tej podróży o nim nie wspomina [ale jest wyjątek: patrz niżej], natomiast wyraźnie brakowało mu kontaktów z Henrykiem, erudytą wiozącym z sobą dzieła starożytnych historyków. Ta tęsknota jednak nie przeszkadza, żeby Słowacki nie podkreślił różnic między ich temperamentami:)

Piękność Nilu dla ciebie małą jest zaletą,
Którego Nilem wiodą Strabo i Manetho.
Epok nie mierzysz dniami, ni wypadków calem,
Era Franków: gdy jeszcze cesarz był kapralem,
Małą dla ciebie, który dziś patrzysz z wysoka,
Dalej niż ludzie krótszej pamięci i oka.
Ja także będę z tobą jak w rozmowie szczery;
Należę do liczących czas na krótsze ery.
Ja chcę prędkich rozkwitnień owoców i zgonów!
Gniewa mię nieruchomość długa Faraonów;
Wolę dzisiejsze czasy burzliwsze, choć dla nas
Król jest każdy, jak dziwnie rosnący ananas;
Zerwiesz koronę, owoc odkąsisz — o wiośnie
Z korony odkąszonej nowy król odrośnie.

(Wcale złośliwa krytyka porewolucyjnej Francji.
Po streszczeniu historii Egiptu i opisie wrażeń z grobów faraonów, poeta znowu wraca do swojego credo:)

Wyznam ci, że mi widać głębiej i wyraźniéj
Gmachy, stawiane myślą w krajach wyobraźni,
Jakże się piękną zdaje przy dumań pochodni
Makbet, ta granitowa piramida zbrodni!
Ludziom na nią wchodzącym bledną z trwogi twarze.
Płaczesz nad piramidą nieszczęścia w Learze.
Z niczego, a zazdrością już szatana blizki
Otello, jak bodzące niebo obeliski.
Jeśli gmachy piramid miały otwór ciemny,
Skąd gwiazdy niebios człowiek wyśledzał tajemny,
W Szekspira gmachach równie zostawiona droga
Patrzącemu się oku na błękit i Boga.

(A więc miota poetę nie tylko po ziemskim globie, ale i po globie kultury!
Na koniec, z wielu refleksji zawartych w wierszu wybiorę tę, która dotyczy hieroglifów, wtedy dopiero co częściowo odczytanych:)

Jako skarby zaklęte, strzeżone przez gryfy,
Stoją dotąd nieznane światu hieroglify.
Trup od wieków uśpiony, gdy zeń wieko spada
Zdaje się, że w balsamach śpi i przez sen gada,
Lecz nie możesz zrozumieć! Z długiemi przestanki
Idąc, prawie połowę drogi uszli Franki.
Już wiadomo, że w tamtą stronę czytać znaki,
W którą lwy ryte patrzą, w którą lecą ptaki.
Sto razy napisane Psametyk i Psychon,
Wyświeciły dziwaczny wieków akrostychon,
Od zwyczajnego pisma narodów odrodek,
Zlany z liter, wyrazom trzymających przodek.
Lecz taki sposób pisma miał sobie zaletą,
Że pisarz mógł się zrobić w literach poetą.
Tak w imieniu wyrytem nad marmuru brusem:
L rycerskie lwem było — dziewicze lotusem.

Słowacki prowadził w czasie tej podróży notatnik (z wieloma rysunkami), nigdy jeszcze porządnie nie opracowany przez fachowców. Zawiera między innymi cytowane tu wiersze, a więc jest to rzeczywiście poezja z drogi (jeszcze jeden powód, żeby skorzystać z niej w tym blogu, tak dla porównania). Notatnik ten zaginął w czasie II wojny światowej i został już w XXI wieku odnaleziony w bibliotece w Moskwie. Trwają obecnie prace nad jego krytycznym wydaniem, finansowane między innymi przez nasze Narodowe Centrum Nauki. Ciekawe uwagi o tym fragmencie twórczości Słowackiego, sformułowane przez egiptologa z Uniwersytetu Warszawskiego, prof. Adama Łukaszewicza, można znaleźć w Pamiętniku Literackim CIX. 2018. z. 2, str. 119-138, doi: 10.18318/pl.2018.2.6 (cały numer czasopisma w jednym pdf). Dziękuję, Aniu, za link do tego artykułu!

Na zakończenie obiecany wiersz "Wielmożny Panie... [Do Zenona Brzozowskiego]" pisany na Nowy Rok w czasie kwarantanny na granicy Egiptu i Palestyny (ten wiersz jest znany tylko z odpisu sporządzonego przez adresata):

Wielmożny Panie,
Powinszowanie
Nowego Roku
Co pęta w kroku
Na tej pustyni,
Niech Cię uczyni
Bardzo wesołym;
Że okiem gołym
Widać, jak rusza
Ten czas i dusza
Na życie wieczne
Bardzo bezpieczne,
Gdzie ani panna,
Ni kwarantanna
Nie przyda troski,
Ani też włoski,
Panie Brzozowski,
Znudzi makaron.
Tymczasem Charon
Niechaj nieprędko
Złowi Cię wędką
I na łódź wsadzi,
I tam poprowadzi,
Gdzie idą inni,
Bo iść powinni.

Żyj mi lat krocie
I przyjm w namiocie
Moję kolędę,
A ja przybędę
Sam osobiście
Harbuza liście
W maśle smażone,
Słodkie i słone,
Jeść na śniadanie.
Ściskam Cię, Panie! 

Niech więc kwarantanna i nam nie przydaje (zbyt dużo) troski!

15 marca, 2020

Jednak się nie ruszyłem 1

Marzec 2020. Co robić i o czym pisać, jeżeli się nie ruszyłem? Powinienem być teraz na statku na Nilu, a jestem w domu. Chciałem popatrzeć na resztki świątyń, grobowce faraonów, pustynię i Nil. Chciałem dać szansę piramidom, żeby zerknęły i na mnie. Wygrzać sterane kości.

Przyznaję się bez bicia, że wystraszył mnie koronawirus i nie zdecydowałem się na wykupienie tej wycieczki Itaki. Oczywiście nie mogłem wtedy (jakieś 10 dni temu) przewidzieć rozwoju sytuacji, ale uznałem, że nie jest to dobry czas na smakowanie podróży zagranicznych. Teraz wiem: zamknięte granice, katastrofalne burze i ulewy nad Egiptem... Skierowanie do pracy w domu...

Co robić w takiej sytuacji? To już moja trzecia nieudana próba wyjazdu do Egiptu. Ale mogę na przykład czytać. Nie ja pierwszy się tam wybieram. No więc czytam. "Pieśń na Nilu":

Nie szumi liść, nie szumi gaj,
Jakie niebo, jaki kraj!
    Z cegieł stoją wielkie góry,
    A na cegłach leżą chmury.
 ...

Łódko! łódko, dalej nieś,
Tu na brzegu stoi wieś,
    Tu gołębi jakby śniegu,
    Chmura ptaków – wieś na brzegu.

Dalej, łódko, od tych kras!
Tu palmowy stoi las,
    I gliniana chata w głębi
    Z wiankiem ciernia i gołębi.

ARAB
O, nie zazdrość szczęścia im,
Patrz, nie idzie z chaty dym.
    Nieszczęśliwy los lepianek,
    Choć z gołębi mają wianek.

Może tam zarazy strup, 
Może w chacie leży trup,
    Dzieci płaczą – przy tapczanie,
    Trup nie słyszy – i nie wstanie.
...

Upps... Chyba nie o to mi chodziło... Ale jakby aktualne?...

Popatrzmy lepiej na piramidy. A może jeszcze lepiej sprawdźmy co widać ze szczytu piramidy Cheopsa? "Na szczycie piramid":


Jak dwaj czarni z białymi skrzydłami anieli,
Dwaj Arabi na rogach pomnika stanęli,
Ja na głazie najwyższym... Chciałem zebrać wzrokiem
Cztery ściany spadzistym lecące potokiem
I nie mogłem ogarnąć — bo na to potrzeba
Być słońcem — i na królów groby patrzeć z nieba.
Arabi stali cicho — za nimi zwierciadłem
Był sklep błękitu — w niebo spojrzałem i siadłem
Patrząc na różnych w koło napisów kobierce.
Cicho — zegarek słyszę idący — i serce...
Czas i życie. Spojrzałem na błękit rozciągły,
Świat przybrał kształty Bogiem widziane — był krągły.
Zdala Kair... Nil... łąki... daktylowe laski...
Bliżej — pustynia... złotem oświecone piaski...
...
I większy był jeszcze
Widok — w myślach — na wieki, lecące jak deszcze
Po granitowych ścianach; na pożarów łuny,
Na ogromnych wypadków bijące pioruny...
...
A tak myśląc, po głazach obłąkane oko
Padło na jakiś napis — strumień myśli opadł...
Ktoś dwudziesty dziewiąty przypomniał listopad,
Polskim językiem groby Egipcyanów znacząc...
Czytałem smutny — człowiek może pisał płacząc.

Jeszcze jeden turysta-patriota... Na szczycie piramidy Cheopsa... Ale jak on się tam wdrapał? Teraz to zakazane... "Piramidy":  


Wy­je­cha­łem z Ka­iru dziś ze słoń­ca wscho­dem,
Mgła bia­ła nad pal­mo­wym Ka­iru ogro­dem
Kry­ła mi zło­te słoń­ce... i łzy bry­lan­to­we
Za­wie­sza­ła na pal­mach; a gma­chy ró­żo­we
Zo­rzą mgli­stą, ty­sią­cem wie­żo­wych pro­mie­ni
Prze­su­wa­jąc się w taj­nej ogro­du zie­le­ni,
Od­cho­dzi­ły gdzieś na wschód. Ośląt­ko me chy­że
Le­cia­ło, aż się w sta­rym opar­łem Ka­irze.
Łódka sta­ła u brze­gu, wsia­dłem do niej — pły­nę,
Za Ni­lem wi­dać było zie­lo­ną rów­ni­nę;
Po obu stro­nach dom­ki bia­łe, peł­ne kra­sy;
Za dom­ka­mi dwa wiel­kie dak­ty­lo­we lasy,
Mię­dzy la­sa­mi prze­stwór i na tym prze­stwo­rze
Trzy pi­ra­mi­dy — da­lej żół­te pia­sków mo­rze
I nie­bo bla­de — czy­ste, jak Pto­lo­me­usza
Krąg z krysz­ta­łu... Na oczach usia­dła mi du­sza...
...

 (Po wizycie w komorach sarkofagowych piramidy Cheopsa - wtrącenie moje:)
Wy­sze­dłem z gra­ni­to­wej ska­ły
Jak sen­ny, za­dzi­wio­ny dniem, co świe­cił bia­ły,
Palm zie­lo­no­ścią, pia­sków oświe­ce­niem zło­tem,
Wes­tchną­łem z głę­bi pier­si... za ni­czem... a po­tem
Ob­ró­ciw­szy się, czar­ne za­py­ta­łem gu­idy,
Gdzie — któ­rę­dy się idzie na szczyt pi­ra­mi­dy?
Po­ka­za­li mi lewy brzeg nie rów­no zla­ny
Z ciem­nej, nie­oświe­co­nej pro­mie­nia­mi ścia­ny.
Prze­mie­rzyw­szy, jak czy­nią po­dróż­ni roz­trop­ni,
Wiel­kość każ­de­go — mno­gość do prze­by­cia stop­ni,
Wie­dząc, jak się gro­bow­ce pod no­ga­mi kru­szą,
Ara­bom się od­da­łem cia­łem, Bogu du­szą.

Z dwóch Be­du­inów tyl­ko mój or­szak się skła­dał,
Każ­dy na wyż­szy ka­mień wska­ki­wał, przy­sia­dał
I po­da­wał mi ręce... i tak sze­dłem dłu­go.
Raz mi ka­mień był sto­łem, dru­gi raz fra­mu­gą.
Trzy a za­le­d­wie z dołu wi­dzia­ne szcze­lin­ki
Były jak trzy kom­na­ty, na trzy od­po­czyn­ki.
W gło­wy za­wro­cie ju­żem nie po­mniał, gdzie idę,
I tak wsze­dłem na pierw­szą w świe­cie pi­ra­mi­dę.

Dzisiaj byśmy to nazwali wejściem komercyjnym.

Tę duszę siedzącą na oczach warto zapamiętać.

Którego z naszych poetów tak nosiło po świecie? Jeżeli jeszcze nie odgadliście, to rozwiązanie zagadki znajdziecie w następnym odcinku.

10 marca, 2020

Przystanek Treblinka

Marzec 2020. Treblinka II - ostatni przystanek przymusowej podróży dla setek tysięcy ludzi przywożonych tu pociągami, na ogół w towarowych wagonach, ale też pulmanach pierwszej klasy, jak bułgarscy Żydzi. Chyba jedynym wyjątkiem był cygański tabor z południa Europy.
W Treblince prawie nie stosowano chemii. Byli truci w komorach gazowych spalinami z silnika sowieckiego czołgu.

Trafiłem tu w czasie rowerowego rajdu "dookoła Lublina", czyli z Warszawy wzdłuż Bugu, dokąd się dało, potem przez polski skrawek Zachodniego Wołynia, Roztocze, Lasy Janowskie i dalej wzdłuż Wisły z powrotem do Warszawy. Odwiedziłem też wtedy obóz zagłady w Sobiborze. Niemcy zatarli wszystkie ślady, poustawiano tylko pamiątkowe głazy z nazwami miejscowości, skąd przywożono Żydów.

Pewien czas potem, wracając z krótkiej wizyty we Wrocławiu natrafiłem przypadkowo na książkę "The Last Jew of Treblinka: A Memoir" Chila Meyera Rajchmana (Henryka Reichmana, ur. 1914 w Łodzi, zm. 2004 w Montevideo). Napisana w jidisz, została po raz pierwszy wydana po niemiecku i francusku w 2009, a po angielsku w 2011. Przywieziony z warszawskim transportem, zgłosił się (uprzedzony przez znajomego) na ochotnika do Sonderkommando, grupy więźniów wykonujących prace w obozie pod nadzorem SS i ukraińskiego oddziału pomocniczego. Poznaje wszystkie "stanowiska pracy" w obozie. W czasie buntu więźniów 2 sierpnia 1943 ucieka (wielu więźniów została zastrzelona od razu w obozie) i jako jeden z niewielu uciekinierów (Niemcy wyłapali i zabili większość z nich natychmiast po ucieczce) przeżywa wojnę. W latach 1944 - 1945 pisze swoje wspomnienia i wkrótce emigruje przez Francję do Urugwaju. Wstrząsająca lektura.

Kiedy dowiedziałem się niedawno, że w Przystanku Historia - Centrum Edukacyjnym IPN w Warszawie urządzono wystawę rzeźb w brązie:
zdecydowałem się ruszyć.

Samuel Willenberg (ur. 1923 w Częstochowie, zm. 2016 w Tel Awiwie) też pracował w Sonderkommando, też przeżył ucieczkę w czasie zbrojnego buntu, walczył w Powstaniu Warszawskim (ps. Igo), a w 1950 wyemigrował do Izraela. Po przejściu na emeryturę zaczął rzeźbić. Swoje wspomnienia zawarł w rzeźbach i w książce "Bunt w Treblince" (Więź 2004). Na wystawie jest również wyświetlany film, w którym opowiada o swoich przeżyciach i komentuje rzeźby. Mówi płynnie po polsku, w 1994 uzyskał ponownie obywatelstwo polskie.

Sala wystawowa w IPN:
Rzeźby są małe, ciemne i w tym oświetleniu trudne do sfotografowania. Ale kilka przykładów:

Wynoszenie z wagonów zmarłych w czasie transportu. Wagony sprzątano i dezynfekowano.  Kierowano do tej czynności zwłaszcza chasydów.

Zbieracz butelek.
Obozowa orkiestra przygrywająca śmiertelnie zmęczonym więźniom warszawskie szlagiery po wieczornym apelu; Niemców bardzo to bawiło.
Malarz: malował Niemcom olejne portrety ich bliskich na podstawie zdjęć.

Bunt więźniów.
Ucieczka. Obóz był otoczony głębokimi rowami, zaporami przeciwczołgowymi i zasiekami z drutu kolczastego. Kiedy Willenberg dobiegł do tego "płotu", był on pokryty ciałami więźniów, którzy wcześniej próbowali go sforsować (więźniowie byli przez cały czas ostrzeliwani przez karabiny maszynowe z wież strażniczych). Przebiegł po ciałach kolegów i, ranny w nogę, uciekał dalej.

I zaskoczenie:
Jan Paweł II z tablicami tory i zwojem pisma świętego. Rzeźba powstała na wiadomość o śmierci JP2. Jak mówi Willenberg, papież jest ujęty realistycznie - z krzyżem i 33 guzikami sutanny.

Na zakończenie autor tych dzieł:

Lepsze zdjęcia tych i innych rzeźb z wystawy można obejrzeć na stronie niedawno oddanego do użytku muzeum w Treblince, https://muzeumtreblinka.eu/informacje/samuel-willenberg/ .

Warszawska wystawa jest czynna do 31 marca 2020.

PS. W Sobiborze też był bunt więźniów, w październiku 1943.

07 marca, 2020

Co nowego na obwodnicy Warszawy?

Niedziela, 1 marca 2020. Sporo zmian. Wyasfaltowano drogę biegnącą wzdłuż autostrady:
Wiadukt nad obwodnicą w Radości dostaje skrzydła:
Projektanci autostrady przygotowali ją na duże opady, trochę wbrew obecnym tendencjom do długotrwałych susz; z drugiej strony te oberwania chmury... Rowy, bezodpływowe baseny, krawężniki zbierające wodę do studzienek:
Przede wszystkim położono betonowe płyty pod obie jezdnie:
To widok w stronę Miedzeszyna/ Wisły - idę w przeciwnym kierunku niż we wcześniejszych raportach. Każda z jezdni jest leciutko nachylona na zewnątrz autostrady, co chyba ma ułatwiać odprowadzanie wody (tego na zdjęciach nie widać).
Można też natrafić na tajemnicze głazy (wspomnienie po kulturze megalitycznej? :) :
Wiadukt w Miedzeszynie wydaje się być już gotowy, ale jak na razie ruch tylko pieszy i rowerowy:
Od wiaduktu do wiaduktu:
Zaraz za wiaduktem miedzeszyńskim koniec przygotowanych jezdni - zaczyna się odcinek, który będzie przechodził pod torami linii kolejowej Warszawa - Otwock i jezdniami ulicy Patriotów, biegnącymi po obu stronach torów:
Te maszyny przypominają mi zabawki moich wnuków (chociaż powinno być odwrotnie, ale jak widać moje drogi poznawania świata nie są proste):

 
Do literatury też blisko:
Ciekawe jak się będzie mieszkać tuż przy autostradzie (ten murowany dom jeszcze w budowie)?

A gdyby ktoś miał wątpliwości czy można tak sobie chodzić i wszystko oglądać, to po dłuższym poszukiwaniu znajdzie żółtą tabliczkę:
Na zakończenie akcent przyrodniczy - przy-autostradowa ściana lasu Mazowieckiego Parku Krajobrazowego:
i zagadka dla dociekliwych: