16 grudnia, 2018

Zwierzaki i ptaki

Uzupełniłem zdjęciami wpis "Wulkany" (też widok na Kilimandżaro) i opisałem zdjęcia we wpisie "Kopytne".

A teraz dalszy ciąg wyników mojego safari. Było też trochę wody na tych suchych pustkowiach:
Mzima Springs: the main source of water for Mombasa
Te źródła dają 250 000 000 litrów wody dziennie, przefiltrowanej przez wulkaniczne skały Kyulu Hills i odprowadzanej wodociągiem do Mombasy (ponad 200 km). A w utworzonych przez potok jeziorkach hipopotamy:
Hippo: they stay in water the whole day around
Hipopotamy wychodzą na brzeg tylko nocą. Są to podobno najbardziej niebezpieczne dla ludzi zwierzęta w Afryce. Na ten spacer do źródeł, około 1 godzina od parkingu do parkingu, zresztą wybetonowaną ścieżką, poprowadził nas strażnik uzbrojony w karabin. Opowiadał, że kilka tygodni wcześniej szedł z polską grupą i nagle zorientował się, że minął lamparta leżącego na wielkim głazie tuż przy ścieżce. Lampart był już pomiędzy nim a grupą, czasu na ściągnięcie karabinu z ramienia i odbezpieczenie zero. Cała grupa przeszła obok lamparta, nie szczęknęła ani jedna migawka. Dobrze, że trafiło na Polaków... Kiedyś wchodziłem z obstawą dwu żołnierzy, ale tylko jeden był uzbrojony, na wulkan Muhavura (4127 m) koło Kisoro u zbiegu granic Ugandy, Konga i Rwandy. Spytałem co tu niebezpiecznego może się zdarzyć. A zdarza, że na ścieżce jest bawół (lubią w takich sytuacjach atakować). No i co wtedy? A, strzelam w powietrze.
Ale tym razem na ścieżce przy brzegu:
Baby vervet with its mother
A rano, jadłem sobie śniadanie kiedy na łąkę przed restauracją wyszło stado pawianów i spokojnie dołączyło do konsumpcji; interesowały je tam przede wszystkim owady, koniki polne i szarańcza:
A troop of baboons joined us during breakfast; they had insects in their menu
Wiewiórki w Afryce nie chodzą po drzewach:

Unstriped ground squirrel
ale nie mają nic przeciwko jaszczurkom:
together with Agama Lizard (male)
Góralek skalny musi uważać, bo w pobliżu kręci się lampart (góralki to bardzo bliscy krewniacy słoni):
Rock hyrax
No to jeszcze szakal:
Blacked-Backed Jackal
i żółw (żółwie w porze suchej zakopują się w piasek i hibernują):
Leopard Tortoise

A teraz trochę ptaków:
Falcon / Sokół
Warto zwrócić uwagę na żółte nogi i dziób
European Roller / Kraska zwyczajna (zimuje w Afryce) got an insect too big for lunch
Red & Yellow Barbet / Brodal czerwonouchy (z Tukanowatych)
Red-billed Hornbill / Toko / Dzioborożec
Vulturine Guineafowl / Perlica sępia
Helmeted Guineafowl / Perlica zwyczajna
A skąd ja znam te wszystkie nazwy? Ano kupiłem na lotnisku w Mombasie przed odlotem książkę Davida Hosking'a i Martina Withers'a pod tytułem "Wildlife of Kenya, Tanzania & Uganda"; a polskie nazwy to już z internetu.




15 grudnia, 2018

Safari znaczy podróż

Pisane po powrocie. Safari to słowo w suahili, języku z grupy Bantu ze sporymi domieszkami arabskimi, i oznacza po prostu podróż (np. autobusem z Nairobi do Mombasy). Ale dla nas to przede wszystkim wyprawa na zwierzaki w Afryce. A jak tam wygląda teren? Widoki w Tsavo West są mocno zróżnicowane:
Bush and hills everywhere
Water hole

Umbrella thorn accacia with nests
Candelabra tree

Off the road
Ngulia Hills made of granite

Volcanic Kyulu Hills
Five Sisters

Shower passed now and then but always aside
At the border of lava field
I nieco o owadach:
Termit nest
A trap built by Antlion
Pułapki budowane przez larwy mrówkolwa na inne owady, w tym mrówki, zjadane po ześlizgnięciu się do otworu, na którego dnie siedzi właścicielka. Chciałem wyjść z samochodu, żeby tę ciekawą konstrukcję sfotografować, ale mi kierowca nie pozwolił: nigdy nie wiadomo, co siedzi w krzakach. Przy okazji warto wspomnieć, że miałem do dyspozycji siedmioosobowego jeepa z kierowcą na cały wyjazd - nie było w tym terminie więcej chętnych na trzydniową wycieczkę znad morza w busz.

08 grudnia, 2018

Trochę kopytnych

Sobota, 8 grudnia. No to trochę zwierzaków, ale nie podejmuje się ich wszystkich identyfikować (może kiedyś w wolnej chwili). No i już opisane (14 grudnia).
Cape Buffalo / Bawół afrykański

Lesser Kudu / Kudu małe
Beisa Oryx / Oryks
Grants Gazelle / Gazelka masajska
Masai Giraffe / Zyrafa kenijska (masajska)
Lesser Kudu / Kudu małe 

Common Zebra / Zebra
Wildebeest (Gnu)/ Gnu

Greater Kudu / Kudu większe
Oryx: both sexes have horns (up to 120 cm)
Oryx
Dik Dik: the smallest antelope
Zebras
Young giraffe

07 grudnia, 2018

Trzy z Big Five

Piątek, 7 grudnia. Trochę jeszcze tych zwierzaków mi przybyło w czasie porannej jazdy, mianowicie szakal, a dokładniej dwa, i trzy afrykańskie dziki, znacznie mniejsze od naszych. Poza tym znowu słonie i bawół, żyrafy, gazele i antylopy, ale niektóre bardzo płochliwe (może był to skutek kilku samochodów jadących przed nami...), żółwie i ptaki.
W sumie widziałem i sfotografowałem trzy z tzw. Wielkiej Piątki dużych zwierząt afrykańskiej sawanny, którą tworzą: słoń, nosorożec, bawół, lew i lampart/leopard. Na przykład takie zdjęcia:


Three of Big Five
Brakuje więc jeszcze lwa i nosorożca, ale na oba te gatunki trudno jest się natknąć w Tsavo, pomimo że tam występują.
Zjechaliśmy bez problemu nad morze (osiem i pól godziny jazdy z krótką przerwą na obiad/lunch), przekonując się bez zdziwienia, że jest tu bardzo ciepło i wilgotno. Woda chyba jeszcze cieplejsza niż trzy dni temu, moczyłem się w niej dłuuuugo, akurat był przypływ.
Jutro muszę się do dziesiątej rano wymeldować, ale wyjazd na lotnisko mam dopiero przed siódmą wieczorem.

06 grudnia, 2018

Wulkany

Czwartek, 6 grudnia. Internet działa z oporami, więc tylko donoszę, że teren jest wulkaniczny a aktywność wulkaniczna ustała około 200 lat temu. Wulkany duże i stare oraz małe i świeże, dużo dużych pól lawy i druga co do długości jaskinia lawowa na świecie (obecnie zamknięta dla turystów ze względu na nietoperze, które są podejrzane o roznoszenie eboli). Wszedłem więc z radością na malutki wulkanik na obrzeżu krateru zwanego przez miejscowych Kraterem Diabła, który zalał całą okolicę lawą. Nie więcej niż 200 m przewyższenia a w sumie 900 m npm.
Powtórnie wiele zwierzaków, w tym drugi już leopard i nie widziany do tej pory gatunek antylopy oraz gazele (które antylopami nie są). Wieczorem zachód słońca z Punktu Kłusowników na niewielkim wzgórzu (914 m npm) z nieoczekiwanie odsłaniającym się powoli Kilimandżaro położonym o rzut beretem (150 km), ale dotychczas w pełnym zachmurzeniu. (Właśnie stado zebr przebiegło przez pas światła przed moim namiotem.)
Czyli mogę wracać. Jutro rano jedziemy z powrotem nad morze, ale jeszcze dwie i pół godziny do "gate'u" zajmie obserwacja tego, co w tym parku się dzieje i co można z samochodu zobaczyć.
Zdjęcia zostały dodane po powrocie do Warszawy. Najpierw "mój" wulkanik z drogi dojazdowej od wejścia do parku do Severin Camp:
On the left a young volcano that I did climb
A close up
The path to the top
On the top
The Chaimu Crater (the source of this small volcano and a very big lava field)
My jeep seen from the top
Pozostałe zdjęcia zostały zrobione wieczorem ze wzgórza nazywanego Poacher's lookout. Pierwotnie wykorzystywane przez kłusowników do wypatrywania zwierząt, a później przez strażników (rangers) do wypatrywania kłusowników na rozległych równinach ciągnących się w stronę Kilimandżaro. Nie jest to zabawa: jak wynika z tablicy pamiątkowej na szczycie wzgórza rocznie z rąk kłusowników ginie średnio jeden - dwu strażników. Wzgórze rzeczywiście jest świetnym punktem obserwacyjnym:
One more volcano and a lava field
To klasyczny przykład wulkanu rozmytego przez jezioro powstałe w kraterze.
Another young volcano at the foot of the Kyulu Hills
Kilimanjaro (Kibo, Uhuru Peak, right, 5895 m) and Mawenzi (left, 5149 m).
Clouds over (!) the Kilimanjaro crater
Kilimanjaro and Mawenzi from the Severin Camp
Nocne zdjęcie zrobione po powrocie z Punktu Kłusownika. Niestety następnego dnia rano znowu nie było widoku na Kilimandżaro... (być może, że znacznie niższy szczyt widoczny (na trzecim zdjęciu do góry) po prawej stronie Kilimandżaro to Shiba, 3940 m)

05 grudnia, 2018

Tsavo West

środa, 5 grudnia. Internet jest ale dosyć wolny, a poza tym wrażeń i zdjęć tyle, że trudno je opanować. Pomijam na razie opis wycieczki do Mombasy, ale również wszystkie zwierzaki, które dzisiaj widziałem w drodze od bramy wjazdowej do Parku do Severini Tsavo Camp (96 km żwirówki, wcześniej 200 km szosą, razem ponad 7 godzin), gdzie mieszkam w namiocie z trzcinową strzechą, toaletą, prysznicem i dwoma olbrzymimi łóżkami. Po zmroku nie wolno samemu opuszczać namiotu - teren nie jest ogrodzony, a leoparda już dzisiaj pstryknąłem - i zaraz będę musiał zadzwonić po strażnika, żeby mnie podeskortował na obiad.
Więc tylko przesyłam pozdrowienia i dla podsumowania: słoń, żyrafy, leopard, zebry, małpy, antylopy różnych nazw i rogów (gnu, onyks, gazela, dig dig, reszty nie spamiętałem), i jeszcze nosy i oczy hipopotamów. Krokodyle są w kałuży (water hole) 30 metrów od jadalni, ale tam nie pozwalają podchodzić.
Jutro poranne safari (start o 06:00), więc trochę chciałbym się przespać. A wejście do namiotu można zostawić zabezpieczone tylko siatką. Zresztą niedaleko jest latarnia, ale o 23 wyłączają prąd. Jakby co, to strażnika trzeba wezwać gwizdkiem (latarka też na wyposażeniu, ale mam i swoją).
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i przepraszam za opóźnienia w relacji. 

04 grudnia, 2018

Rejsik

Poniedziałek, 3 grudnia. Wiatr wiał łaskawie, żeby nie wzbudzać zbyt dużo adrenaliny, czyli ledwo ledwo, ale łajba jakoś płynęła. Jedna godzina za 20 euro. Ten model nazywa się ngalawa, jest to tutejsza wersja łodzi arabskiej dhow, chyba najmniejsza z istniejących. Dzięki wspornikom może też wychodzić na pełny ocean poza rafę. Ale to wymaga przygotowań i kosztuje znacznie drożej. A tak w tempie szybkiego kajaka po lekko zmarszczonej wodzie... Mój kapitan:
My captain
i sternik:
and steerman
Nad głową:
Over my head
Outriggers at work

To the front of boat
We turned back
Zwrot wymaga ściągnięcia żagla przed maszt i wypuszczenia go z drugiej strony łodzi. Przy silnym wietrze i oceanicznej fali...
A co poza tym? Pływam w słonej wodzie ile tylko się da, przy brzegu temperatura jak w gorącej wannie. Niestety pływać daje się tylko przy wysokich stanach oceanu, w czasie odpływu można co najwyżej posiedzieć sobie w wodorostach. W niektórych miejscach jest wtedy dojście do rafy w wodzie po kostki. Czytam "Przymierze" Zofii Kossak (powieść o Abrahamie) i obserwuję, jak powoli schodzi mi zapalenie gardła, które mnie dopadło przed wyjazdem. Wolałbym, szczerze mówiąc, żeby szybciej schodziło.
Dzisiaj w nocy źle spałem (budzik nastawiony na 05:50 w związku z wczesnym wyjazdem na wycieczkę do Mombasy; tutaj mają dwie godziny przyspieszenia czasu, czyli u nas była 03:50) i miałem okazję posłuchać wrzasków, jakie wyprawiają nocne małpy i ptaki. Nawet użyłem stoperów, ale w końcu się uspokoiło. Ciekawe, że cykady milkną wieczorem. W dzień słychać czasem wysoki dygoczący wizg jakiejś dużej muchy afrykańskiej. Niezbyt miłe wrażenie.