08 grudnia, 2018

Trochę kopytnych

Sobota, 8 grudnia. No to trochę zwierzaków, ale nie podejmuje się ich wszystkich identyfikować (może kiedyś w wolnej chwili). No i już opisane (14 grudnia).
Cape Buffalo / Bawół afrykański

Lesser Kudu / Kudu małe
Beisa Oryx / Oryks
Grants Gazelle / Gazelka masajska
Masai Giraffe / Zyrafa kenijska (masajska)
Lesser Kudu / Kudu małe 

Common Zebra / Zebra
Wildebeest (Gnu)/ Gnu

Greater Kudu / Kudu większe
Oryx: both sexes have horns (up to 120 cm)
Oryx
Dik Dik: the smallest antelope
Zebras
Young giraffe

07 grudnia, 2018

Trzy z Big Five

Piątek, 7 grudnia. Trochę jeszcze tych zwierzaków mi przybyło w czasie porannej jazdy, mianowicie szakal, a dokładniej dwa, i trzy afrykańskie dziki, znacznie mniejsze od naszych. Poza tym znowu słonie i bawół, żyrafy, gazele i antylopy, ale niektóre bardzo płochliwe (może był to skutek kilku samochodów jadących przed nami...), żółwie i ptaki.
W sumie widziałem i sfotografowałem trzy z tzw. Wielkiej Piątki dużych zwierząt afrykańskiej sawanny, którą tworzą: słoń, nosorożec, bawół, lew i lampart/leopard. Na przykład takie zdjęcia:


Three of Big Five
Brakuje więc jeszcze lwa i nosorożca, ale na oba te gatunki trudno jest się natknąć w Tsavo, pomimo że tam występują.
Zjechaliśmy bez problemu nad morze (osiem i pól godziny jazdy z krótką przerwą na obiad/lunch), przekonując się bez zdziwienia, że jest tu bardzo ciepło i wilgotno. Woda chyba jeszcze cieplejsza niż trzy dni temu, moczyłem się w niej dłuuuugo, akurat był przypływ.
Jutro muszę się do dziesiątej rano wymeldować, ale wyjazd na lotnisko mam dopiero przed siódmą wieczorem.

06 grudnia, 2018

Wulkany

Czwartek, 6 grudnia. Internet działa z oporami, więc tylko donoszę, że teren jest wulkaniczny a aktywność wulkaniczna ustała około 200 lat temu. Wulkany duże i stare oraz małe i świeże, dużo dużych pól lawy i druga co do długości jaskinia lawowa na świecie (obecnie zamknięta dla turystów ze względu na nietoperze, które są podejrzane o roznoszenie eboli). Wszedłem więc z radością na malutki wulkanik na obrzeżu krateru zwanego przez miejscowych Kraterem Diabła, który zalał całą okolicę lawą. Nie więcej niż 200 m przewyższenia a w sumie 900 m npm.
Powtórnie wiele zwierzaków, w tym drugi już leopard i nie widziany do tej pory gatunek antylopy oraz gazele (które antylopami nie są). Wieczorem zachód słońca z Punktu Kłusowników na niewielkim wzgórzu (914 m npm) z nieoczekiwanie odsłaniającym się powoli Kilimandżaro położonym o rzut beretem (150 km), ale dotychczas w pełnym zachmurzeniu. (Właśnie stado zebr przebiegło przez pas światła przed moim namiotem.)
Czyli mogę wracać. Jutro rano jedziemy z powrotem nad morze, ale jeszcze dwie i pół godziny do "gate'u" zajmie obserwacja tego, co w tym parku się dzieje i co można z samochodu zobaczyć.
Zdjęcia zostały dodane po powrocie do Warszawy. Najpierw "mój" wulkanik z drogi dojazdowej od wejścia do parku do Severin Camp:
On the left a young volcano that I did climb
A close up
The path to the top
On the top
The Chaimu Crater (the source of this small volcano and a very big lava field)
My jeep seen from the top
Pozostałe zdjęcia zostały zrobione wieczorem ze wzgórza nazywanego Poacher's lookout. Pierwotnie wykorzystywane przez kłusowników do wypatrywania zwierząt, a później przez strażników (rangers) do wypatrywania kłusowników na rozległych równinach ciągnących się w stronę Kilimandżaro. Nie jest to zabawa: jak wynika z tablicy pamiątkowej na szczycie wzgórza rocznie z rąk kłusowników ginie średnio jeden - dwu strażników. Wzgórze rzeczywiście jest świetnym punktem obserwacyjnym:
One more volcano and a lava field
To klasyczny przykład wulkanu rozmytego przez jezioro powstałe w kraterze.
Another young volcano at the foot of the Kyulu Hills
Kilimanjaro (Kibo, Uhuru Peak, right, 5895 m) and Mawenzi (left, 5149 m).
Clouds over (!) the Kilimanjaro crater
Kilimanjaro and Mawenzi from the Severin Camp
Nocne zdjęcie zrobione po powrocie z Punktu Kłusownika. Niestety następnego dnia rano znowu nie było widoku na Kilimandżaro... (być może, że znacznie niższy szczyt widoczny (na trzecim zdjęciu do góry) po prawej stronie Kilimandżaro to Shiba, 3940 m)

05 grudnia, 2018

Tsavo West

środa, 5 grudnia. Internet jest ale dosyć wolny, a poza tym wrażeń i zdjęć tyle, że trudno je opanować. Pomijam na razie opis wycieczki do Mombasy, ale również wszystkie zwierzaki, które dzisiaj widziałem w drodze od bramy wjazdowej do Parku do Severini Tsavo Camp (96 km żwirówki, wcześniej 200 km szosą, razem ponad 7 godzin), gdzie mieszkam w namiocie z trzcinową strzechą, toaletą, prysznicem i dwoma olbrzymimi łóżkami. Po zmroku nie wolno samemu opuszczać namiotu - teren nie jest ogrodzony, a leoparda już dzisiaj pstryknąłem - i zaraz będę musiał zadzwonić po strażnika, żeby mnie podeskortował na obiad.
Więc tylko przesyłam pozdrowienia i dla podsumowania: słoń, żyrafy, leopard, zebry, małpy, antylopy różnych nazw i rogów (gnu, onyks, gazela, dig dig, reszty nie spamiętałem), i jeszcze nosy i oczy hipopotamów. Krokodyle są w kałuży (water hole) 30 metrów od jadalni, ale tam nie pozwalają podchodzić.
Jutro poranne safari (start o 06:00), więc trochę chciałbym się przespać. A wejście do namiotu można zostawić zabezpieczone tylko siatką. Zresztą niedaleko jest latarnia, ale o 23 wyłączają prąd. Jakby co, to strażnika trzeba wezwać gwizdkiem (latarka też na wyposażeniu, ale mam i swoją).
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i przepraszam za opóźnienia w relacji. 

04 grudnia, 2018

Rejsik

Poniedziałek, 3 grudnia. Wiatr wiał łaskawie, żeby nie wzbudzać zbyt dużo adrenaliny, czyli ledwo ledwo, ale łajba jakoś płynęła. Jedna godzina za 20 euro. Ten model nazywa się ngalawa, jest to tutejsza wersja łodzi arabskiej dhow, chyba najmniejsza z istniejących. Dzięki wspornikom może też wychodzić na pełny ocean poza rafę. Ale to wymaga przygotowań i kosztuje znacznie drożej. A tak w tempie szybkiego kajaka po lekko zmarszczonej wodzie... Mój kapitan:
My captain
i sternik:
and steerman
Nad głową:
Over my head
Outriggers at work

To the front of boat
We turned back
Zwrot wymaga ściągnięcia żagla przed maszt i wypuszczenia go z drugiej strony łodzi. Przy silnym wietrze i oceanicznej fali...
A co poza tym? Pływam w słonej wodzie ile tylko się da, przy brzegu temperatura jak w gorącej wannie. Niestety pływać daje się tylko przy wysokich stanach oceanu, w czasie odpływu można co najwyżej posiedzieć sobie w wodorostach. W niektórych miejscach jest wtedy dojście do rafy w wodzie po kostki. Czytam "Przymierze" Zofii Kossak (powieść o Abrahamie) i obserwuję, jak powoli schodzi mi zapalenie gardła, które mnie dopadło przed wyjazdem. Wolałbym, szczerze mówiąc, żeby szybciej schodziło.
Dzisiaj w nocy źle spałem (budzik nastawiony na 05:50 w związku z wczesnym wyjazdem na wycieczkę do Mombasy; tutaj mają dwie godziny przyspieszenia czasu, czyli u nas była 03:50) i miałem okazję posłuchać wrzasków, jakie wyprawiają nocne małpy i ptaki. Nawet użyłem stoperów, ale w końcu się uspokoiło. Ciekawe, że cykady milkną wieczorem. W dzień słychać czasem wysoki dygoczący wizg jakiejś dużej muchy afrykańskiej. Niezbyt miłe wrażenie.

03 grudnia, 2018

Plaża

Niedziela, 2 października. Przywitały mnie tu różne zwierzaki:
"Nairobi express"
Olbrzymia stonoga zwana "Nairobi express" - po powrocie z późnego obiadu zaraz po przylocie musiałem ją wyjąć z rodzaju baseniku, który mam pod drzwiami, bo sama wyraźnie nie potrafiła skorzystać ze schodów. A następnego dnia:
A small monster
Jaszczurek tutaj dużo. I jeszcze:
Monkey
Birds in the hotel park
And in the sea at low tide
A na plaży:
Camel ride along the beach
A plaża jest taka:
Beach at low and very low tide
Nadmorskie klify to stara rafa koralowa:
Cliffs of the old reef (low tide)
The modern reef
Teraz  rafa jest jeden do półtora kilometra od brzegu. W czasie dużego odpływu można do niej dojść. I na koniec zwiastun poniedziałku:
A digout canoe with outriggers - the most popular small boat on the Swahili coast 




02 grudnia, 2018

Charterem do Mombasy

1 grudnia 2018. Wyssało mnie znowu w tropiki. Trochę Afryki tym razem. Firma TUI, Boeing Dreamliner wyczarterowany od LOT-u. Z nieznanych mi przyczyn przesadzono mnie do klasy biznes, niestety na czarterach nie ma wyboru miejsc ani diety. Okazało się jednak, że zostało wolne miejsce przy oknie, więc się przesiadłem. A skutki są takie: najpierw Tatry:
Tatra mountains through a break in the clouds
Na pierwszym planie Tatry Bielskie. To była jedyna dziura w chmurach w tej okolicy, a w dodatku zdjęcie robione z daleka, ale kto zna wschodnie Tatry Wysokie...
A potem pagórki i góry, ale nie podejmuję się ich zidentyfikować (lecimy nad Słowacją, Węgrami, Rumunią i Bułgarią nad Morze Egejskie, potem już chmury aż do Sahary), a wszystko w śniegu:
 


Snowy hills and mountains betwen Poland and the Meditteranian Sea.

Na ostatnim zdjęciu być może Piryn. A potem już Sahara. Czy tak ją sobie wyobrażacie?:

Sahara. Finaly dunes!

Desert farming. What do they plant here?
Kilkakrotnie przelatujemy nad Nilem:
The Nile reflects sun

A potem, już nad zieloną częścią mapy, zamglenie i powoli zapadający zmrok, a w końcu chmury. I nagle, ponad chmurami:
Looks like Rwenzori mountains


Tyle wspomnień budzi ten widok!

W Mombasie 28 C, wiza na lotnisku za 50 USD, transfer do hotelu, gdzie czeka jeszcze na mnie późny, ale przewidziany przez TUI obiad.