27 lutego, czwartek. Rano pod oknem:
i naprzeciwko:
a więc znowu napadało (wczorajszy śnieg stopniał do wieczora). To miło zobaczyć śnieg na wysokości kilkunastu metrów npm, chociaż na trochę. Znowu zapowiadają ocieplenie i małe szanse na atak zimy tej zimy. Wieczorem pożegnalny śnieg na Arlandzie:
Dopiero co zakończyli pryskać samolot płynem zabezpieczającym przed oblodzeniem, stąd kałuża pod skrzydłem. To właśnie tutaj był wypadek samolotu, który zaraz po starcie, oblodzony, spadł z powrotem na ziemię. Na szczęście w olbrzymią zaspę śniegu. Ofiar nie było, ale szybko wprowadzono na wszystkich "zimnych" lotniskach zabezpieczanie (potrzebne tylko w określonych warunkach atmosferycznych). Bywałem już wtedy często na Arlandzie.
Na północy Szwecji zima jest porządna, minus dziesięć w Kirunie i kupa śniegu. Znajomy Japończyk właśnie tam był i widział dwie wspaniałe zorze polarne, ale w odróżnieniu od swoich teściów nie próbował psiego zaprzęgu. Zimowe wizyty w Kirunie to ulubione zajęcie Japończyków i Chińczyków, podobno teraz jest ich tam zatrzęsienie. W pracowni, którą odwiedziłem, jest w tej chwili troje Chińczyków i czterech Japończyków, więc przy wspólnym obiedzie niekończące się rozmowy o COVID 19...
Blog powstał jako próba wykręcenia się od powiadamiania rodziny i przyjaciół, że jeszcze żyję i co jest dookoła, w czasie dłuższych wyjazdów. Teraz każdy może sobie sam sprawdzić. Niestety szybko weszło mi to w krew. Piszę na gorąco, najlepiej jeszcze tego samego dnia, który opisuję. Samotne podróżowanie zostawia zwykle dwie - trzy wolne godziny na kopiowanie zdjęć i krótki komentarz. O ile szybkość internetu na to pozwala. Oprócz relacji z podróży, trochę ciekawostek, a obecnie wspomnienia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz